Pamiętam że był wieczór, dosyć zimny. Ja, mama i tata byliśmy jak zawsze na wieczornym spacerku, było nam dobrze. Rozmawialiśmy o wszystkim, bawiliśmy się razem. Księżyc pięknie świecił, gwiazdy migotały wesoło oraz wiał wietrzyk. Nagle usłyszeliśmy grzmot, który padł niedaleko nas. Podskoczyłem ze zdziwienia i niepokoju. Nasze wzroki utkwiły na miejscu skąd wywodził się dźwięk. Simba pokręcił łbem, a Nala polizała mnie po łbie. Spojrzałem się na mamę, a potem na tatę.
-Co to było?-Spytałem skupiając wzrok na miejscu gdzie usłyszeliśmy huk.
-Nie martw się synku, to tylko burza.-Odezwała się mama i chwyciła mnie w pysk.
Uśmiechnąłem się i spojrzałem na tatę. Bardzo lubię dni gdy są burze, a najbardziej jak widać ich błyski! Oglądałem je zawsze z tatą...
-Zaraz pewnie lunie, zaczyna już kropić.-Powiedział tata i zaczął rozglądać się za jakimkolwiek schronieniem.-Na Lwią Skałę nie uda nam się dotrzeć przed deszczem, więc....-Spojrzał na grotę kilka metrów od nas.-Schronimy się tam.-Tato ruszył szybszym krokiem, a za nim mama ze mną.
Po paru minutach doszliśmy. W samą porę! Gdy tylko weszliśmy do jaskini, zaczęło lać! Usadowiliśmy się w kącie naszego schronienia. Nala położyła mnie w swoje łapy, a tata ułożył się obok nas.
-Co teraz będziemy robić?-Zapytałem z ciekawością.-Opowiecie mi coś...?
-A co byś chciał, Kopa?-Tato spojrzał się na mnie z uśmiechem.
Zamyśliłem się przez chwilę. Kompletnie nie wiedziałem jakie opowiadanie chcę usłyszeć! Nagle mama się odezwała:
-Może....Mamy Ci opowiedzieć dzień Twoich urodzin? Jak się urodziłeś, jakiego dnia....-Powiedziała z szerszym uśmiechem.
Podekscytowany tylko skinąłem łbem. Nala zaczęła opowiadać....
-Urodziłeś się pięknego, wiosennego dnia. Słońce mocno grzało, lecz mi i Twojemu tacie to nie przeszkadzało. Szliśmy po zielonej łące, było nam bardzo miło i przyjemnie. Zobaczyliśmy niedaleko pasące się stado zebr. W śród nich było małe, słodkie źrebię. Bawiło się beztrosko z motylkiem, biegało po dużej części łąki, a jego matka przyglądała się mu z lekkim niepokojem i troską w oczach. Ułożyłam się wygodnie z Twoim tatą na trawie i obserwowaliśmy zabawę małej zebry. Minęło troche czasu. Poczułam ucisk w brzuchu, a po chwili straszny ból w tym samym miejscu, czyli brzuchu. Mój łeb padł na ziemię, zaczęłam dyszeć. Z mojego gardła wydobyło się ciche słowo do Simby; " To już... " .........-Nala przerwała i spojrzała na mojego tatę.-Teraz Twoja kolej.
Simba skinął łbem, spojrzał na mnie i zaczął dokańczać....
-Przestraszyłem się bardzo, na początku nie wiedziałem co robić. Przestraszonym wzrokiem patrzałem na Twoją mamę, zacząłem się trząść. Jednak, gdy Twa matka krzyknęła z bólu, ogarnąłem się i ruszyłem pędem do baobabu. Tuż przed mną przebiegło przestraszone stado zebr, pewnie się przestraszyły krzyków Nali. Zatrzymało to moje dotarcie do Rafiki'ego. Wkurzyłem się, nie było już sensu biec do mandryle, ponieważ stado biegło i biegło. Wydawało się że ów stado nigdy się nie skończy. Miałem również 3 kilometry do pokonania, nie, nie mogę zostawić na tak długo rodzącej Nali. Zawróciłem się i pobiegłem do Twojej mamy. Leżała na prawym boku, dysząc, pocąc się. Krzyczała co jakiś czas. Bałem się i to potwornie....-Nagle przerwał, gdyż usłyszeliśmy głośny huk i błysnęło.
Lekko się przestraszyliśmy, mieliśmy nadzieję że w nic nie trafiło. Mógłby być pożar!
-No i co dalej?-Powiedziałem podekscytowany.
-Urodziłeś się. Mała, słodka kuleczka. Całkowicie przypominałeś ojca!-Uśmiechnęła się wesoło mama.-Twój tata nadał Ci imię Kopa. Byliśmy przeszczęśliwi że mamy dziecko....Od dawna marzyliśmy o takim.
Nagle przestało padać, a burza ucichła. Weseli wróciliśmy na Lwią Skałę i od razu zasnęliśmy!
-Może....Mamy Ci opowiedzieć dzień Twoich urodzin? Jak się urodziłeś, jakiego dnia....-Powiedziała z szerszym uśmiechem.
Podekscytowany tylko skinąłem łbem. Nala zaczęła opowiadać....
-Urodziłeś się pięknego, wiosennego dnia. Słońce mocno grzało, lecz mi i Twojemu tacie to nie przeszkadzało. Szliśmy po zielonej łące, było nam bardzo miło i przyjemnie. Zobaczyliśmy niedaleko pasące się stado zebr. W śród nich było małe, słodkie źrebię. Bawiło się beztrosko z motylkiem, biegało po dużej części łąki, a jego matka przyglądała się mu z lekkim niepokojem i troską w oczach. Ułożyłam się wygodnie z Twoim tatą na trawie i obserwowaliśmy zabawę małej zebry. Minęło troche czasu. Poczułam ucisk w brzuchu, a po chwili straszny ból w tym samym miejscu, czyli brzuchu. Mój łeb padł na ziemię, zaczęłam dyszeć. Z mojego gardła wydobyło się ciche słowo do Simby; " To już... " .........-Nala przerwała i spojrzała na mojego tatę.-Teraz Twoja kolej.
Simba skinął łbem, spojrzał na mnie i zaczął dokańczać....
-Przestraszyłem się bardzo, na początku nie wiedziałem co robić. Przestraszonym wzrokiem patrzałem na Twoją mamę, zacząłem się trząść. Jednak, gdy Twa matka krzyknęła z bólu, ogarnąłem się i ruszyłem pędem do baobabu. Tuż przed mną przebiegło przestraszone stado zebr, pewnie się przestraszyły krzyków Nali. Zatrzymało to moje dotarcie do Rafiki'ego. Wkurzyłem się, nie było już sensu biec do mandryle, ponieważ stado biegło i biegło. Wydawało się że ów stado nigdy się nie skończy. Miałem również 3 kilometry do pokonania, nie, nie mogę zostawić na tak długo rodzącej Nali. Zawróciłem się i pobiegłem do Twojej mamy. Leżała na prawym boku, dysząc, pocąc się. Krzyczała co jakiś czas. Bałem się i to potwornie....-Nagle przerwał, gdyż usłyszeliśmy głośny huk i błysnęło.
Lekko się przestraszyliśmy, mieliśmy nadzieję że w nic nie trafiło. Mógłby być pożar!
-No i co dalej?-Powiedziałem podekscytowany.
-Urodziłeś się. Mała, słodka kuleczka. Całkowicie przypominałeś ojca!-Uśmiechnęła się wesoło mama.-Twój tata nadał Ci imię Kopa. Byliśmy przeszczęśliwi że mamy dziecko....Od dawna marzyliśmy o takim.
Nagle przestało padać, a burza ucichła. Weseli wróciliśmy na Lwią Skałę i od razu zasnęliśmy!
| ( Mały Ja :D ) |